Test systemu muzycznego Naim Mu-so Qb 2nd Gen
Większość zmian w małym musie, podobnie jak w dużym, koncentruje się wewnątrz. Wizualnie pierwsza wersja nie jest łatwa do odróżnienia od drugiej: jedynie koło głośności, które wesoło świeci, gdy przyłożymy do niego rękę, zdradza nowy model.
Pierwsza kostka Naima była niemal idealnym dopasowaniem do swojego formatu i sprawdzonym niszowcem lub niszowcem, który sprawił, że producenci sprzętu wrócili do tworzenia małych boomboxów hi-fi. Miał duży, jasny dźwięk, dobry design i ogromną funkcjonalność. Były oczywiście pewne osobliwości, które trzeba było pogodzić. Ale przecież nie bez powodu firma wypuściła na rynek drugą generację Mu-so Qb, prawda?
Bogaty świat wewnętrzny, v2.0
Większość zmian w małym Mu-so, podobnie jak w dużym, koncentruje się wewnątrz. Wizualnie nie jest łatwo odróżnić pierwszą wersję od drugiej: jedynie pokrętło głośności, które uprzejmie podświetla się, gdy trzymamy przy nim rękę, zdradza odnowiony model.
Poza tym jest to ten sam aluminiowy sześcian, z trzema bokami przykrytymi lekko potarganą maskownicą i osadzony na przezroczystej podstawie z podświetlonym logo Naima. Z tyłu znajduje się duża maskownica oraz złącza - zasilania, Ethernet, USB, optyczne i 3,5mm - a także otwór do resetu.
Głośniki, ukryte pod grillem, wyglądają tak samo jak w pierwszym Mu-so Qb, ale w rzeczywistości mają tylko taki sam kształt i stoją w tych samych miejscach. Historia jest podobna do dużego Mu-so - pracował z inżynierami Focala nad głośnikami. Przetworniki obciążają pięć wzmacniaczy klasy D: 100 W kierowane jest do głośnika basowego na froncie, a cztery razy po 50 W rozdzielane są pomiędzy parę głośników wysokotonowych i średniotonowych. Wszystkie aktywne przetworniki znajdują się na przednim panelu, podczas gdy pasywne przetworniki po bokach dodają głośności do dźwięku.
Dużo uwagi w nowej wersji poświęcono procesorowi DSP - jest inteligentniejszy, wydajniejszy i szybszy. Dzięki niemu można dostroić brzmienie Mu-so Qb w zależności od jego położenia w przestrzeni - w kącie, przy ścianie, daleko od nich. Ulepszono również DAC, który przyjmuje wyjście 24-bit/384kHz. Główną różnicą w stosunku do poprzedniego modelu jest rozbudowana funkcjonalność sieciowa. Po pierwsze, wprowadzono obsługę zaprojektowanego przez Naima systemu multiroom audio, łączącego wszystkie najnowsze produkty Naima z jakąś formą łączności sieciowej. Po drugie, mamy Chromecast, AirPlay 2, o którym niedawno pisaliśmy bardzo szczegółowo, Spotify Connect, Tidal, obsługę Roona, komunikację ze źródłami UPnP i oczywiście Bluetooth z radiem internetowym.
Konfiguracja głośników nie uległa zmianie, ale same przetworniki są inne, nowe, stworzone we współpracy z Focalem
Jakby się zastanowić, to lista różnic między pokoleniami nie jest zbyt długa. Obudowa jest praktycznie taka sama, poza lekko przeprojektowanym wnętrzem. No tak, Wi-Fi jest wydajniejsze, DSP jest inteligentniejsze. Czy te ulepszenia są naprawdę konieczne?
Pierwsze wrażenie jest mylące
"Musia nie zagrał dobrze. Przynajmniej na samym początku testu. Wysokie częstotliwości gwizdały, było ich zbyt wiele, natomiast nawet nutka mniej lub bardziej namacalnych rytmów była niemal nie do usłyszenia.
Okazało się, że ktokolwiek słuchał go przede mną, włączył funkcję "Loudness" - która słynie z podnoszenia wysokich i niskich częstotliwości. Owszem, przy niskiej głośności pozwala lepiej odróżnić dialogi i rytm, ale od około 25% psuje wszystko i tworzy efekt opisany powyżej - gwiżdże, krzyczy, gubi bas i rozbija wszelkie nadzieje. Gdy go wyłączyłem, dźwięk był znacznie bliższy temu, jak grała dobrze mi znana pierwsza wersja Mu-so Qb.
Ale czegoś wciąż brakowało. Zabawa, być może? Radość? Było dużo ostrości i wyrazistości, samo boisko wydawało się gładkie, może nawet przesadnie. Czy wiesz, na czym polegał problem? Brak rytmu, znowu.
Nowy "mus" okazał się być dość mocno ukierunkowany w płaszczyźnie pionowej. Jeśli gra poniżej poziomu uszu w polu bliskim, to znika z dźwięku większość dynamiki, którą w pierwszej kolejności tworzy składowa rytmiczna. Należy wziąć to pod uwagę. W tym przypadku, jeśli gra poniżej poziomu ucha, ale daleko - wszystko jest w porządku, cały pokój jest równomiernie wypełniony perlistym dźwiękiem. Ale w odległości do półtora metra kierunkowość jest bardzo dobrze wyczuwalna.
Można powiedzieć, że moje wprowadzenie do Łosia było nieco pokraczne, ale zrehabilitowało się całkowicie, gdy już wygodnie usadowiliśmy się względem siebie. Zacząłem od stosunkowo warstwowego utworu, ścieżki dźwiękowej do serii Guardians, nad którą pracowali Trent Reznor i Atticus Ross. Pismo Mu-so Qb pasowało do niego idealnie: napędzające, wyraziste, zróżnicowane i bardzo emocjonalne w swoim rodzaju. Odpowiedni "mus" potrafi to wszystko bez problemu zrobić, dodając całości objętości.
Nie było jej jednak łatwo sprostać Nine Inch Nails - ich brzmienie jest dla niej trochę zbyt brudne i nie potrafi rozłożyć muzyki na części składowe w taki sposób, by nie stała się zlepkiem. Ścieżka dźwiękowa "Strażników" jest bardziej minimalistyczna, precyzyjna - dlatego "kostka" nie ma z nią problemów. Basowi brakuje nieco gęstości, ale jest czytelny i niezagracony.
Generalnie Musa sprawdza się w muzyce, w której regularnie trzeba przestawiać uwagę na efekty wysokoczęstotliwościowe, umieszczone na solidnym rytmicznym tle - jak The Crystal Method, Pendulum, różne wesołe elektroniczne rzeczy. Na Pendulum nawet brak basu gdzieś zniknął i pojawił się przyjemny, soulowy punk. Ale jego najważniejsza cecha - jest głośny. W czasie testu ledwie podkręciłem głośność o więcej niż połowę - bez większego wysiłku nagłaśniała cały pokój demo. Idealna objętość dla niego to 30-40 procent.
Dla miłośników wystających klejów
Tutaj chcę się nieco odsunąć od muzyki i skopać aplikację Naim dla Androida. Może to tylko mój pech, ale były problemy z regulacją głośności. Aby zmienić głośność, musiałem pięć razy szturchnąć suwak na dole ekranu - nie chciał chwycić i przeciągnąć. Był też taki zabawny błąd przy słuchaniu przez Tidal: jeśli włączymy jakiś utwór, zablokujemy telefon, poczekamy aż zacznie grać kolejny utwór z listy, a następnie odblokujemy telefon i wejdziemy w aplikację Naima, to "musya" po chwili wahania przełącza się na poprzedni utwór. Ale to tylko aplikacja - zawsze można ją podrasować, zaktualizować i naprawić.
To, w czym Musi jest naprawdę dobry, to przekazywanie emocji. W utworze "7 Billion People All Alive at Once" And So I Watch You From Afar motywy gitarowego walca zostały zaprezentowane w sposób luźny, łagodny i miły, natomiast inny utwór tych panów, "Set Guitars To Kill", wręcz przeciwnie, był pełen życia, mocy - jednak nie do końca. Wydaje się, że "Muzie" brakuje trochę dozy, jakby bała się zagrać z pełną mocą. Przy okazji tego samego utworu potwierdziła się hipoteza o niechęci urządzenia do brudnego brzmienia gitar: kiedy po playbacku zaczynają grać dwie gitary, rytm i solo, w brzmieniu "muse" prawie niemożliwe jest ich oddzielenie od siebie, są zbyt mocno zmiksowane.
Pilot jest taki sam jak w dużym Mu-so.
Ale na przykład "Frgt/10" z albumu z remiksami Linkin Park brzmi absolutnie pięknie. Minimalistyczny beat, lekko zabarwiony przesterem, zniekształcone głosy - i to wszystko. W melodii jest za mało składników, nie ma co mieszać - dlatego nie ma problemów. Ta sama historia, nawiasem mówiąc, z fortepianem granym przez Hazel Scott. Szeleszczące stare nagrania nierealnie szybkiego grania, w których poza fortepianem i noise'owym crunch'em nie ma nic więcej, "musya" podawała wyraźnie, niemal ciepło, nie tracąc przy tym tempa, może tylko trochę zniekształcając, ale nie zatykając tym brzmieniowych nakładek klawiszy.
Ale na przykład w utworach Too Many Zooz zwracała dużą uwagę na perkusję, czasem niemal przytłaczając ją szeleszczącym niedostatecznie histerycznie saksofonem. Można to zwalić na specyfikę miksowania utworu, bo nacisk na szelest i stukanie w "Mouse Trap" jest słyszalny także na innych systemach, ale "Musya" bardziej go wyróżnia.
Tom "cube" doskonale ujawnia się na niemal spontanicznych wokalach Björk i Florence Welch. Słuchanie "Ceremonials" siedząc na podłodze przed stojącym na stoliku kawowym "Łosiem" to niemal efemeryczna, nieco antyczna przyjemność. Scena jest szeroka, owszem, rysowana dużymi pociągnięciami, ale bardzo poważna jak na taką drobnostkę. Jest tu dużo powietrza i otwartości, co sprzyja tylko takim wokalom jak Björk czy Flo, oraz nieskomplikowanym kompozycjom instrumentalnym. W takiej scenie znacznie dokładniej uchwycone są szczegóły, które Mu-so Qb oddaje w pełni.
Trochę lepiej.
Zmiany w Mu-so Qb drugiej generacji są niewielkie, ale ważne - więcej streamingu, większa moc przetwarzania sygnału, większa jakość, większa wygoda. Z tym ostatnim zgodziłbym się ostrożnie: owszem, nowe kółko sterujące jest świetne, ale to aplikacja, a zwłaszcza integracja Tidala z nią, wymaga pracy. Ponadto, przy okazji, w zestawie znajduje się pilot - prosty, ale zgrabny.
Co do dźwięku... Myszka ma wszystkie cechy, których potrzebujesz, aby ją zniszczyć. Jeśli ich nie używasz i trzymasz "kostkę" na wysokości uszu lub w odległości większej niż dwa metry, wszystko będzie w porządku. Oczywiście w ramach formatu systemu.
Dźwięków jest bardzo dużo - są duże, szerokie, głośne. Może być trochę ciasno w zakresie niskich częstotliwości - ale to mały Naim, a nie JBL Lifestyle. Należy uważać z wielowarstwowymi tunami, mogą się zadławić musem. Jest to przede wszystkim, jak mi się wydaje, rodzaj minimalizmu emocjonalnego. Może być szybki, może być spokojny, łagodny lub agresywny - ale zachowaj prostotę.
Można powiedzieć, że Naim, dzięki Mu-so Qb, ożywił niszę stylowych boomboxów o wysokiej wierności. Nowy Qb po prostu stał się bardziej nowoczesny, nie rezygnując z solidnych zasad pierwotnego modelu. I to jest wspaniała rzecz.
Mocne strony: wielkość, wolumen sceniczny, szczegółowość, zaktualizowana regulacja głośności, rozpoznawalna sygnatura dźwiękowa.
Słabe strony: nie tak zauważalna różnica w stosunku do Mu-so Qb pierwszej generacji, niezoptymalizowana aplikacja, duże uzależnienie od wysokości przy odsłuchu w bliskim polu.
Specyfikacja
- Wejście analogowe: 3,5 mm jack
- Format: Trójdrożny system audio; dwa głośniki wysokotonowe, dwa głośniki średniotonowe, jeden głośnik niskotonowy, dwa pasywne radiatory
- Interfejsy cyfrowe: wejście optyczne S/PDIF (TosLink), do 96 kHz, 100 Mbps Ethernet, WiFi (802.11a/b/g/n/ac) 2,4 GHz, USB, Bluetooth LE 4.2
- Źródła strumienia: Apple AirPlay 2, Chromecast, UPnPTM, Spotify Connect, TIDAL, Roon Ready, radio internetowe
- Formaty plików: WAV, FLAC, AIFF do 24bit/384kHz, ALAC (Apple Lossless) do 24bit/384kHz, MP3, AAC do 48kHz do 320 kbps (16 bit), OGG, WMA do 48kHz (16 bit), DSD 64 i 128
- Formaty transmisji radia internetowego: Windows Media, MP3, ACC, Ogg Vorbis, MMS
- Cechy: system audio z DSP, optymalizacja dźwięku w zależności od położenia w pomieszczeniu (wolna przestrzeń, ściana, narożnik), pilot w zestawie
- Moc wzmacniacza: 4 x 50 (głośnik wysoko- i średniotonowy) + 100 W (głośnik niskotonowy)
- Pobór mocy (typowy): 15W
- Wymiary (mm): 210 x 218 x 212
- Waga: 5,6 kg

